Druga już recenzja w tym dziale pokazuje, jak mieszane uczucia potrafi budzic NFS:HP2. Moje trzy grosze i nieco inna niż Radosa perspektywa - zapraszam do czytania obu :)
Need for Speed Hot Pursuit 2 to szósta część uznanej serii, wydana w roku 2002. Była powrotem do „korzeni” NFS3:Hot Pursuit z 1998 – tak, były to czasy w których bycie „karierowiczem” z kasą i naprawą wozów (Road Challenge) czy pół-symulacja Porsche to było już nieco odejście od typowej, prostej rozgrywki. Tak więc powrót starej, dobrej arcade w której jeździmy supersamochodami, kiedy podobne superradiowozy uprzykrzają nam życie.
NFS:HP2 jest grą, która zebrała sporo krytyki za model jazdy czy głosy silników i inne arcade’owe uproszczenia. Najpierw więc trzeba wymienić wszystko, co poszło nie tak – muszę zachować obiektywizm mimo tego, że tę grę lubię.
Po pierwsze, model jazdy, jak wspomniałem wcześniej nie należy do najlepszych – mimo, że prowadzenie sprawia sporo frajdy, auta łatwo wchodzą w zakręty – o poślizg jednak trudno, a jeśli już jakiś spowodujemy, bardzo łatwo z niego wyjść. Lekarstwem na podsterowność jest zdjęcie nogi z gazu i dalsza jazda „do dechy”.
Słynny helikopter ze zrzucającymi beczkami zdobył złą sławę i był największym argumentem ludzi, którzy twierdzili, że NFS stacza się do świata Power-up’ów i innych pierdółek prosto z automatów do gier – o samej policji jednak później.
Niepocieszeni powinni poczuć się także fani wczuwania się w kierowcę – widoku z wnętrza bowiem tu nie uświadczymy. Odgłosy silników zostały potraktowane po macoszemu – do dopracowania i pieczołowitości Porsche 2000 brakuje tu wiele i pod względem dopieszczenia to zupełnie inna liga.
Jak wspomniałem wyżej, Hot Pursuit 2 nie jest w żadnym stopniu porównywalny z Porsche – to nie jest jednak wada. Założenie gry jest inne, tak więc cała ona wygląda inaczej. Bardziej podobna z założenia jest jednak do pierwowzoru, czyli NFS:Hot Pursuit i to do niego będę HP2 porównywał.
W każdym Need for Speed kluczową rolę pełnią samochody, którymi się ścigamy. Tutaj sprawa została rozwiązana świetnie. Mamy duży wybór różnorodnych aut i klasy są wprost cudowne.
Zawodzi jedynie najsłabsza klasa – otrzymujemy tu jedynie Lotusa Elise i dwa inne auta na jego platformie (!) – ścigamy się więc mniej więcej tym samym autem. Zgodnie z tradycją EA wkładania takich samych aut z innych marek koncernu General Motors, mamy tu Vauxhall’a VX220 i Opla Speedster’a (miłą rzeczą jest to, że ten pierwszy ma otwarty dach Targa, co dodaje choć trochę różnorodności), tak jak wcześniej widzieliśmy duet Chevy Camaro/Pontiac Firebird (Road Challenge), lub później Pontiac GTO/Holden/Vauxhall Monaro (Most Wanted).
Późniejsze klasy są świetne. Po zabawkach Lotusa uświadczymy wojaży Grand Tourer’ami. Mocne BMW M5 i jego najbardziej dosłowni rywale to australijski Ford TS50 i Mercedes CL55 AMG, mniej Jaguar XKR, który bardziej konkuruje z BMW Z8 – wszystko to w jednej, różnorodnej klasie, świetny klimat wyścigów po długich trasach.
Dalej mamy doskonałe auta klasy Gran Turismo – Ferrari 360 Spider i Porsche 911 Turbo są tu Europejskimi ścigantami (przydałoby się jeszcze Gallardo, ale to 2 lata za wcześnie – Murcielago o klasę wyżej), Ford SVT Mustang Cobra R, Corvette Z06 i Dodge Viper GTS pokazują tu amerykańską moc, nadal jednak w egzotycznym stylu GT. HSV Coupe GTS (późniejszy Holden Monaro aka Pontiac GTO) to australijski akcent. Doskonałe rozplanowanie i porównywalne auta.
Dalsza klasa to wyższe auta GT od Grand Tourerów jak Ferrari 550 Barchetta Pininfarina czy Aston Martin V12 Vanquish aż do supersamochodów jak Lamborghini Murcielago czy Porsche Carrera GT. Ponownie, dobry wybór.
Ostatnia klasa to absolutne supercary, za którymi nie nadąża nawet policja w Murcielago – McLaren F1, Ferrari F50, Mercedes CLK-GTR oznaczają ostrą walkę o podium.
Modele aut prezentują wysoki poziom jak na rok 2002 i nadal wyglądają dobrze.
Samochody dobrane świetnie, a trasy? Te utrzymane są w 4 głównych tematach (tropikalny, góry około północnego stanu Nowy Jork, Park narodowy w północnej Californi i scenerie nad Morzem Śródziemnym) – jest więc około 8 tras, tłumacząc na nowy język NFS – Sprint i Circuit. Są one jednak długie, od 5 do 20 kilometrów, a to da się poczuć. Dostajemy wiele miłych zakrętów jak i szerokich autostrad. Jak dla mnie więc, bardzo dobrze zrobione. Warto wspomnieć, że scenerie są piękne.
Soundtrack tutaj prezentuje, jak zwykle w NFS, bardzo wysoki poziom. Tradycje każdego NFS’a utrzymane i usłyszymy tu piękne elektroniczne utwory Matt’a Ragana, The Humble Brothers czy słynnego Roma di Prisco (jako ROM) jak i piękne rockowe kawałki The Buzzhorn czy Bush. Do dziś słucham tego OST, warto zobaczyć grę dla samej muzyki. Jest epicka.
Trybów gry jest tu niewiele. Są jednak dobrze zaprojektowane. Hot Pursuit to kariera klasycznego NFS’a, jeździmy podstawionymi wozami w drzewkowej strukturze wydarzeń. To samo z Championship, bez policji. Single Race to, oczywiście, testowanie nowo odblokowanych tras czy samochodów.
Warto jednak opowiedzieć o trybie Hot Pursuit. Turnieje i inne imprezy są bardzo miłe, szczególnie ich opisy świetnie wprowadzają w klimat, dając ładną namiastkę fabuły – niektóre wydarzenia mają samochody z różnych klas, np. wyścig australijskiego Forda i Holdena, ale są zawsze wyrównane. Turnieje mucle-car’ów, turniej roadsterów/kabrioletów… To tylko niektóre z różnorodnych wyścigów, które przyjdzie nam przejechać. Mamy wyścigi, dostawy wozów, bycie gliniarzem… Miło się odblokowuje kolejne elementy na „drzewku” i zdobywa medale.
Policja i przeciwnicy wzbudzają mieszane uczucia.
Policja zrealizowana jest dobrze, według mnie najlepiej w serii – policyjnych wozów nie da się zniszczyć, więc nie ma 20 Corvette na jeden samochód-czołg. Mamy różne taktyki, policja potrafi naprawdę utrudnić wyścig. Jedyna opcja to ich zgubić, trzeba kombinować. Żadnych „kryjówek”, rozwalanych stacji benzynowych… to plus. Uciekanie policji jest emocjonujące.
Przeciwnicy jednak, przynajmniej w trybie HP, są słabi. W tym właśnie trybie przychodzi mi jechać samemu „czasówkę”, bo kumple zgubili się gdzieś poza mapą. Istnieją mody, które utrudniają rozgrywkę. Duży minus należy się za to, że oponenci jeżdżą tak samo na początku wyścigu i policja nie może ich złapać (mimo, że zwykle goni kilku ścigantów naraz) - w starym, dobrym NFS3 można było zwolnić do 50km/h z triumfem „Ten drugi już aresztowany!”.
W trybie Single Race można zmienić poziom trudności, i przeciwnicy „trudni” tacy właśnie są. Wystarczająco, by być wyzwaniem przez jakiś czas zapoznawania się z grą.
Dla mnie ta część NFS to archetypowy stary, dobry NFS. Wyluzowana jazda supersamochodami. Do tego powinien aspirować Criterion.