Moja historia zaczęła się w dniu, gdy dziadek zabrał mnie na wyścigi. Nie, to nie tak.
Toyota Corolla. To auto dostałem od dziadka. Wiedział on, że kocham samochody, zabierając mnie ze sobą na wyścig WTCC, który odbywał się na torze niedaleko nas. Wiedział, że mam talent, kiedy robił mi zdjęcia gdy jechałem gokartem w wieku 10 lat. Dając mi swoją starą, lecz zadbaną Corollę wiedział, że odniosę sukces.
"To auto nie nadaje się do wyścigów!" - wy też pewnie tak pomyśleliście. Rzeczywiście - czterocylindrowy silnik o mocy 112 koni mechanicznych nie robił dobrego wrażenia. Toyota wyglądała fatalnie, kanciaste nadwozie, małe felgi (aczkolwiek całkiem ładne) i beżowy, dziadkowy kolor. Trudno, trzeba się cieszyć z tego co się ma, więc zapisałem się do naszej ligi wyścigowej i wystartowałem w pierwszym wyścigu.
Na starcie oczywiście zostałem wyśmiany (zapewne z powodu wyglądu mojego auta). Moje auto było jednym z najsłabszych w stawce (słabsza była tylko Honda Civic - o 1 KM), a dlatego, że byłem nowy, startowałem z ostatniej pozycji.
Mimo obelg rzucanych w moim kierunku ruszyłem pewnie, nie zostałem z tyłu i już pierwszy zakręt wziąłem agresywnie od wewnętrznej. Awansowałem o jedno oczko. Po minucie zyskałem dosyć bezpieczną przewagę nad samochodem za mną i jednocześnie nie oddaliłem się od pięknej, białej Integry Adriana Reeda. Na ostatnim zakręcie coś się wydarzyło. Samochód Carla Sannera dachował, być może wskutek kolizji. Adrian jadąc tuż za nim musiał gwałtownie skręcić i omal nie wypadł z toru. Wykorzystałem to - wcisnąłem gaz do dechy i minąłem obydwóch. Piąta pozycja. Mniej więcej w połowie następnego okrążenia zbliżyłem się do Felixa Tanga i jego szarej RSX. Próbowałem go wyprzedzić raz z lewej, raz z prawej, jednak miał on szybsze auto i umiejętnie się bronił. Pod wpływem presji przestrzeliłem jeden zakręt. RSX się oddaliła, a ja zobaczyłem w lusterku białą Integrę. Wróciłem na tor. Kilka razy Reed zbliżył się do mnie, lecz ja świetnie brałem ostatnie zakręty i dojechałem do mety na piątej pozycji.

Parę razy ktoś mnie tam pochwalił, powiedział coś typu "dobry wyścig, mały", lecz wciąż jeszcze nie liczyłem się w naszej lidze. Odebrałem pieniądze za wyścig. Chciałem jak najszybciej pozbyć się tego koloru, więc poszedłem do znajomego lakiernika, który za dobrą cenę przemalował mój samochód. Po znajomości przyciemnił mi szyby. I to dość mocno.
