13 już odcinek NFStory, w którym bohater wywalcza sobie #3 miejsca w rankingach i coraz bardziej zbliża się do celu...
Mimo, że jeszcze nie jest wam dane czytać tego, co właśnie piszę (dochodzi z opóźnieniem), to muszę Was poinformować, że ukończyłem już Need for Speed: Underground. To oczywiście oznacza, że piszę już historię Underground 2! Na to wiele osób czekało, a to już niedługo. Także spełnia się obietnica, że będzie znacznie dłużej.
Miłej lektury!
Jednak Kurt również miał nowy wózek w zanadrzu.
-Ha, teraz mam niezłe kółka! Należysz do historii!
W wyścigu wziął udział Jarrus z S2000 i Amy z bardzo poszerzoną RX-7. Ruszyliśmy łeb w łeb, Jarrus nieco przodował. Dogoniłem go i próbowałem zepchnąć, a po zauważeniu latarni ostro dał po hamulcach i spadł na ostatnie miejsce. Po przeleceniu przez Chinatown popełniłem błąd, który kosztował mnie prowadzenie. Objął je Kurt. Cały czas był przede mną, w ogrodach na krętej drodze nieco go dogoniłem, a wjeżdżając w centrum miasta prawie go miałem, jednak uniknąwszy tramwaju musiałem się oddalić od przeciwnika. Wyprzedził mnie Jarrus. Następne okrążenie, znów zwodzony most, Chinatown. Świetnie przejechałem przez skrót pokonując zakręt perfekcyjnie i wyprzedzając S2000. Niedaleko hoteli długi zakręt, musiałem utrzymywać linię, jednak musiałem ostro zahamować, jako że jechał jakiś samochód, wpadając w poślizg. Bardzo ładnie się driftowało, jednak przed moimi oczami mignął Jarrus w niebiesko-zielonej S2000. W ogrodach stała się najgorsza rzecz: wyprzedziłem Jarrus’a, niestety jednak za chwilę już ślizgałem się w poprzek drogi obijając się o drewniane poręcze. Wrzuciłem wsteczny i obróciłem się o 180 stopni. Za mną już Amy. W następnym okrążeniu właśnie z nią miałem problemy największe. Raz wyprzedziłem ją, raz ona mnie – jednak na ogrodach zahamowałem, wymanewrowując ją na bandę. Później wyprzedziłem wszystkich z powodu ruchu na przedmieściach slalomem między minivan’ami… Następnie dogonił mnie Kurt i na przemian z nim wymienialiśmy prowadzenie. Obaj rozwaliliśmy się o SUV’a. Ten walnął w drugiego i byłem uwięziony w masie samochodowej. Kurt wycofał się, unikając pędzącej Amy, która wpadła w poślizg unikając Kurt’a, a Jarrus dojechawszy musiał mocno zwolnić, bo nie było miejsca na jazdę. Ja także się wycofałem, po czym wszyscy wróciliśmy do rytmu powyżej 200km/h w mieście. Miałem prowadzenie. Dogonił mnie Jarrus, przed metą na ostatnim okrążeniu. Zaciekła walka, udało mi się zepchnąć go na ogrodach w jeden zaułek, który wydaje się skrótem, jednak tylko przedłuża trasę i trzeba jechać wolno. On jednak był rozpędzony i wyleciał z trasy. Nigdy nie byłem tak roztrzęsiony po wyścigu. Wyszedłem z rozwalonej RX-7 zbierając oklaski, kiedy przyjechali inni. Wylądowałem na okładce MAXI Tuning. Szybko dojechałem do garażu TJ’a po piękną, wykonaną na zamówienie, turbosprężarkę. Ten wyścig dał mi mnóstwo reputacji.
Dlatego wygrałem Drag, który dał mi #2 miejsce w rankingu. Przez milę dzielnicy przemysłowej przemknęliśmy w 30 sekund z Wu, Brett’em i Spin’em… Przeskoczyłem nad taksówką po hopie – to wystarczający opis klimatu tego wydarzenia.
Fani sprintu uważają, że jest trudniejszy od torowego Circuit, bo nie można naprawić pomyłek i błędów w następnym okrążeniu. Maniacy Circuit z kolei uważają, że trudniej jest trzymać prowadzenie przez np. 6 okrążeń. Teraz spotkałem się z pierwszą grupą – wszyscy trzej łasili się na #2 miejsce w rankingu.
Z mety podjechaliśmy na start. Biała Supra Mack-D’a, biała Celica Vince’a i czarny Eclipse. Przejechałem przez cały labirynt magazynów i parkingów rozwalając mnóstwo płotów i bram i wybiłem się ostro na prowadzenie. Dogonił mnie jednak Vince. Później jechaliśmy przez centrum miasta. Prędkości sięgały 250km/h. Mutt z Eclipse’a wjechał w złą ulicę, co w z tego wyścigu raczej go wyeliminowało – i nie miał szans na wygraną, nie mógł także naprawić błędu w następnym okrążeniu którego nie było. Później znany tunel i jazda między słupami. Za każdym razem, kiedy myślałem, że nikt mnie nie dogoni, jak z procy wyprzedzał mnie dodając podtlenku Vince. Szczęśliwie dla mnie miał wypadek, jednak ja także oberwałem. Mack-D wykorzystał sytuację. Wykonałem J-Turn i wróciłem na trasę, zmagając się z jego Suprą. Na zakręcie technicznie go wyprzedziłem i przejechałem przez linię mety.
#2 Miejsce w rankingach chciałem także otrzymać w Circuit. Dlatego ktoś ustawił wyścig, trzech innych ludzi przeciwko mnie – po podjechaniu na miejscówkę już wiedziałem, z kim mam do czynienia – spotkałem ponownie Amy. Był także Slik z S2000 (poznałem go jak Jarrus’a w wyścigu tych Hond) i Sparks w 350Z. Wystartowaliśmy wszyscy, Slik swą szeroką S2000 wysunął się na prowadzenie, Sparks łeb w łeb ze mną. Wjeżdżając w wyschniętą rzekę miałem wypadek, rozwalając bok jego 350Z, obaj musieliśmy się otrząsnąć z tego i pojechać te 6 okrążeń… Dogoniliśmy w samej rzece, szerokiej i bez ruchu drogowego. Znów byłem za Slik’iem i ciągle na jego ogonie, w zakrętach obok stacji benzynowej i przez zamknięty most zwodzony. Dodałem podtlenku, dogoniłem go nieco, ale tą oczobijną żółć trudno było dogonić, kiedy się zbliżałem, myszkował po drodze zmieniając pasy, wszystko to 250km/h, nie chciałem popełnić błędu. Znów rzeka i taki pojedynek przez następne 3 okrążenia. Za mostem wykonałem zwód wyprzedzania, Slik chciał zablokować, jednak zepchnąłem go w inną drogę, dłuższą niż zwykła. Musiał hamować ostro z powodu krętych uliczek. Wyszedłem na prowadzenie, zapomniałem jednak o skrócie w przez tamtą drogą. Pojechał nim Slik, wyjeżdżając za mnie. Znów pojedynek, zaciekła walka o ten ranking. Do czołówki dołączył Sparks, wyprzedził Slik’a. Ostatnie okrążenie, zbiera się do wyprzedzania, dodałem ostatki mojego podtlenku azotu i przekroczyłem linię mety, zakończywszy wyścig paląc gumę ze szczęścia.
Ktoś jednak przygotowywał się na moje miejsce w Sprincie… Następny wyścig miał mieć mnóstwo ruchu drogowego. Nasz wspólny cel to była aleja 9th & Frey. Aby go osiągnąć, trzeba było przedostać się przez wirujący labirynt innych wozów. Spotkałem znanego Wam Brad’a w Suprze, a także Lolę w RSX i Brian’a w 240SX. Wyścig był zaciekły, przez rzekę nie było cienia ruchu oczywiście, jednak później dał o sobie znać. Uniknąłem wielu wypadków prowadząc, jednak Brad mnie dogonił. Skróciłem drogę przez parking wyskakując spektakularnie. Wyjechałem z niego i Supra uderzyła mi w tył, odpadł mi spoiler. Ostry zakręt wziąłem driftem, co dało mi przewagę nad Bradem, który ostro dał po klockach. Wyjechałem na wyżyny miasta w stylu San Francisco i przeskoczyłem całego SUV’a, ocierając się podwoziem o jego dach. Oczywiście ten się zatrzymał i Brian się w niego wmiażdżył. Rozwaliłem mnóstwo bram i pachołków, wjeżdżając na zwodzony most. Nitro, i przeskoczyłem w niemniej znane Wam slumsy. Nierówna droga takie prędkości… Zgubiłem tylni zderzak. Później droga szybkiego ruchu na mostach i unikanie taksówek przy 200km/h na mostach. Dogoniła mnie jednak Lola w Acurze, wtrysnąłem mieszankę w silnik i odjechałem do mety. W nagrodę otrzymałem nowiutki, lśniący zderzak, najnowszy stuff na ulicach.
Dostałem telefon od Samanthy.
„Wypas. Tym bardziej, że wygrany będzie na okładce Hot 4’s”
Dotyczył następnego turnieju z drużyną Eddie’ego. Znów spotkałem Kurt’a w RX-7, Todd’a w Eclipse i Chad’a w jego nowej S2000. Ruszyliśmy, na prowadzenie wyszedł Todd. Ten wyścig to był Sprint, więc ilość skrótów sprzyjała Chad’owi, który objął je za chwilę. To z nim był pojedynek najbardziej. W następnym z łatwością rozwaliłem ten klubik, Kurt oberwał w tunelu. Ostatni także nie sprawił mi problemów, zostawiłem ich daleko w tyle. Wszyscy się zmyli szybko.
Następnej nocy był wyścig Knockout w Chinatown, jedynie 3 okrążenia, ale to wyścig najbardziej agresywnych kierowców w mieście. Kaz w Skyline, Ishii w 350Z i Kirby z RX-7. Zostawiwszy dwie azjatyckie panienki odliczające z kłopotami z oddychaniem ze względu na dym z opon we wstecznym lusterku, przekonałem się, czemu nazwano ten wyścig Toughest ’n’ Roughest. Ciągła walka ze wszystkimi na około, jeden zostanie w tyle, inny zacznie się łasić na twoje miejsce, wszyscy trzej przez całe 3 okrążenia. Przez kręte ogrody był to Kaz w świetnie prowadzącym się Skyline, przy hotelach Kirby. W Chinatown ten ostatni dozował gaz i doganiał Kaz. Wyprzedzałem wtedy i za mostem zwodzonym prowadzącym byłem ja. Ishii odpadła. W następnym okrążeniu na ogonie non-stop siedział mi fluorescencyjnie błyszczący na zielono samochód sportowy z napędem na cztery koła i silnikiem V6 – tak, to Skyline. Cały czas za mną, od kiedy odpadł Kirby. Na zakręcie wyprzedził mnie wylatując jak z procy do przodu, goniłem go skrótami, jak się dało, nawet przejechałem przez parking stacji benzynowej… Niestety odpadłem, zacisnąłem zęby i na ręcznym zatrzymałem wóz, gdzieś za Ishii. Razem z nią odjechałem, nie chcąc patrzeć na honory, które zdobywał Kaz…