Historia Undergrounda cz. 2

Zapraszam na drugą część pierwszego z serii artów o historii naszej ulubionej gry. Wszystkie moje artykuły traktujące o przygodach naszego bohatera który zależnie od użytkownika stawał się... nami. Właśnie dlatego, drodzy Userzy, narazie nie piszę, jakim autem jeździłem/jeździł mój bohater, abyście Wy mogli się z nim utożsamić. Inaczej sprawa ma się z U2, MW czy też C, gdzie można mieć wiele samochodów.

Jak zapewne pamiętacie, w poprzedniej części NFStory nasz bohater wszedł w światek nielegalnych wyścigów z dużym powodzeniem. Sprawdził się w rozmaitych typach wyścigów, i zdobył nieco reputacji "na mieście", pokonując również początkujących kierowców w prawie zwykłych autach. Teraz wkracza on w wyższą fazę ekspansji, tymczasem...

Miłej lektury!

Niedługo zadzwoniła do mnie Samantha: „Wiesz, kto to Eddie, prawda? Musisz spotkać się z TJ’em, aby konkurować na TAKIM poziomie”. Aby się spotkać z tym kolesiem, przyszło mi zmierzyć się z drużynką Mazd MX-5, których kierowcy byli także nowi w mieście. Była to impreza licząca sobie kilka wyścigów, czyli turniej. Przeciwnicy byli trudniejsi, niż mi się wydawało. Stefan w srebrnej był prawie torowym kierowcą. Po pokonaniu wielu trudności, dwa wyścigi wygrałem, ale w jednym byłem drugi. Probes (pomarańczowa mazda MX-5 zrobiona z portfelem) mnie zepchnął, ale i tak turniej wygrałem. W międzyczasie dostałem wiadomość od TJ’a. „Słuchaj dzieciaku. Myślisz, że zasługujesz na coś takiego? Udowodnij to. Ale pamiętaj, że wtedy to ja sprawiłem, że wygrałeś”. Musiałem dotrzeć do jego warsztatu, zanim go zamknie, by dał mi dostęp do części, bez których nie mógłbym marzyć o konkurencji na poziomie Eddiego i jego chłopców… pędziłem jakimiś skrótami, których w ogóle nie było na mapie, o mały włos bym nie uderzył w jakiś samochód… Przyjechałem na czas. „Tak, dzieciaku. Wygrałeś. Dalej, wybierz sobie coś. Ale spróbuj nie zepsuć!”, powiedział mi kiedy go spotkałem. Ze zrobionym wózkiem od razu jakaś grupka kolesi w hot-hatchach zwróciła na mnie uwagę. Wyścig odbywał się w „Atlantica”, jak to nazywali, czyli częściowo po wyschniętym korycie rzeki. To już był teren lepszych wyścigów, mniej szczeniaków w prawie zwykłych autach i gości bez ambicji. Rosie i Daryl w żółtych Golfach i Stewart w Focusie… Na starcie mnie nieźle odstawili tymi GTI, mają fabrycznie zainstalowane turbiny, a ja nie miałem. Cholernie ślisko w tym korycie rzeki… wyjeżdżając z niego i wielkich kałuż woda pryskała wszędzie. Świetnie. Poznałem trochę więcej osób…

Kiedy tylko usłyszałem o nowym turnieju, natychmiast pytałem wszystkich ludzi mających większy zasięg informacji. Z tego, co natychmiast się dowiedziałem poprzez wiadomość, udało mi się wywnioskować, że to turniej drag-owy. Ucieszyłem się, kiedy usłyszałem, że uczestniczy w nim Nesto, koleś, którego poznałem na wyścigu organizowanym przez Jose’a. Obecność Stefana i jego srebrnej MX-5 (niezbyt efektownej, ale widać, że facet to profesjonalista) troszkę utrudniała sprawę – na moim pierwszym turnieju – jak pewnie pamiętacie – był on prawie szybszy od Probes’a. Nową twarzą był Al w Civic-u. W drugim wyścigu ciągnął ostro, widać, że koników mu nie brakowało… ale wykorzystując prawa fizyki, wjechałem za niego korzystając z korytarza powietrznego i obserwując jego zdziwioną minę kiedy jak z katapulty wyrwałem przed niego. W ostatnich sekundach. We wtórze tłumu zbierając oklaski i będąc podrywanym przez odliczającą laskę przez okno, dostałem informację o wzbogaceniu wyboru w lokalnym sklepie o dostępnym ECU (engine control unit – jednostka kontroli silnika), turbinach i hamulcach. Wydałem kasę zdobytą na turnieju na te ulepszenia. Wszedłem w jeden wyścig typu Knockout, w którym po każdym okrążeniu odpada ostatni kierowca. Wszyscy jeździli Civic-ami, m. in był tam Al w swojej ciemnozielonej. Scott miał białą z ciemnymi felgami KONIG-a, świetnie budując agresywny wygląd i popierając osiągi tego wozu. Inny znów miał ksywkę Hunter, i jego wóz był po prostu wypasiony. Widać, że na pewno albo jego kumpel ma sklep, albo on sam. Wszyscy trzej odstawili mnie ze swymi VTEC-ami na początku. Na zakrętach odrobiłem straty. Dostałem wiadomość od Klutch’a. „Hej, szczęściarzu! Tamtym razem to źle wystartowałem, patrzyłem na panienki! Sprawdźmy, czy twoje szczęście się utrzymuje!”. Oczywiście sprawdziłem, i się utrzymało. Inni kierowcy też chcieli się wytłumaczyć z przegranej. Dirt – „Synku, ostatnio zmieniłem swój wózek, mam więc wielkie szanse. Ty masz zerowe”. „Spróbuj mnie, gnojku, po prostu spróbuj!”Było bardzo, bardzo trudno. Przegrałem. Później rzuciłem wyzwanie ponownie po kilku ćwiczeniach i z trudem się powiodło… Kuszącą propozycją był udział w turnieju, w którym oprócz kasy, podobno można było wygrać dostęp do świetnych części. Scott (biała honda) i Priss (biały lancer) nie wchodzili sobie w drogę. Te same barwy wozów, itd. Coś musieli mieć wspólnego. Ta Priss jeździ dość czysto. A Terry w Focusie… To przykład, że nie wolno oceniać książki po okładce. Wózek niezły, takiego lakieru na oczy nie widziałem. Ale facet nowy, rozbijał się niemiłosiernie, ale na ostatnim wyścigu, w którym pędziło się 200km/h przez kręte autostrady lawirując między słupami, jadąc przez biedniejszy zakątek miasta, nierówną drogę i na dokładkę most zwodzony. Miałem dreszcze przez cały wyścig, a już jak Scott mnie wyprzedził, i widziałem jak spowodował niezły wypadek, Priss w niego, a ja nie mając gdzie jechać, zadriftowałem i bokiem w Scotta. Potem tylko loteria, kto szybciej wycofa i ruszy (wozom dużo się na szczęście nie stało), ale… nie. Terry mignął nam przed oczami… Jakoś go dogoniłem, w powietrzu uderzając go w tył i sprawiając, że wpadł w poślizg na końcu. Potem tylko wszyscy podaliśmy sobie ręce. Sklepy chciały mi teraz sprzedać więcej części, w tym N2O („tajna” broń J) i zawieszenia (wreszcie przestanę balansować na 2 kołach po poślizgu…).

Kusiły także ulepszenia wyglądu.

{jgxtimg src:=[images/stories/newmods.jpg]width:=[320]}

Wypasione spoilery, światła… ale Samantha wybiła mi to z głowy. „Taa. Takie tam rzeczy dostaniesz wszędzie. Uwierz mi, nie chcesz tego stuffu. Mam za to coś, czego nie dostaniesz za żadną cenę, a JA mogę załatwić!”. Musiałem znów zdążyć na czas, ale na drodze zostały jeszcze barierki z poprzedniego wyścigu, więc jechałem krętą i dłuższą niż trzeba trasą… Wybrałem sobie niesamowitą maskę. Wyzwał mnie Jose, który ponoć nieźle stuningował swego Golfa. Mówił, że nie mam szans. Faktycznie, za pierwszym razem w walce o zakręt Stewart w Focusie rozsmarował mnie na murze, ale Jose też nie był pierwszy, zgodził się więc na rewanż. Miałem go ciągle na ogonie, walka była ostra. Na imprezie był także Eddie.

{jgxtimg src:=[images/stories/eddie.jpg]width:=[320]}

-Wspinasz się. To za mało – powiedział zamykając maskę swego Skyline. Ale Jose był już gotowy do następnego wyścigu. „Hej, kolo, pniesz się coraz wyżej! Ale to nie wystarczy, żeby odebrać mi #10 miejsce w rankingu Circuit. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, ale Samantha mi wytłumaczyła. W mieście jest ranking najlepszych kierowców określonych kategorii. Wygrałem trudny wyścig z Jose’em, którego wyeliminowałem wręcz z wyścigu używając manewru P.I.T. Ten wpadł w poślizg, po czym prawie przy mecie Bryce z 206-tką miał aspiracje wyprzedzenia mnie, ale wybiłem mu to (dosłownie) z głowy.

Dostałem propozycję udziału wraz z Nesto, jakimś Spin’em (Integra) i Jetem (subaru IMPREZA) w turnieju dragu. Niestety Jet, w tym przypadku okazał się rzeczywiście jakby napędzany silnikiem odrzutowym. Ciągnął mocno, pierwszy wyścig przegrałem. Jednak wybrałem taktykę, że chowałem się za nim przez cały wyścig ocierając o jego zderzak, czyli nie ma niebezpieczeństwa ze strony ruchu drogowego, a jeśli on w coś przywali, prawdopodobnie ześlizgnę się po jego wozie na sąsiedni pas. W 2gim wyścigu trafił w inne auto, którym mnie poczęstował (na szczęście tylko się otarłem) Sam wyleciał w powietrze, ja wybity z rytmu i z szyb dojechałem do mety… W ogóle uwzięli się na mnie wtedy z tym dragiem. Klutch dał mi wyzwanie, ale o jego miejsce w rankingu. Scott w białej Hondzie siedział mi na ogonie, ale zmiótł go z drogi pociąg. Klutchowi poradziłem, żeby oglądał panienki PO wyścigu. Ze złością i piskem opon odjechał. Scottowi nic poważnego się nie stało.

Otrzymałem wyzwanie, wyścig knockout. Ścigałem się z drużynką Nissanów Sentra: Ricco (biały, wygląda prawie jak zwykły), Hoffman i Hector. Ricco mocno mnie atakował z każdej strony, ale kiedy został wyeliminowany, Hoffman przejął pałeczkę. Dałem mu do zrozumienia, że nie warto zamieniając nieco lakieru.

 
Joomla SEF URLs by Artio