Oto jest, nowy, świeży odcinek Waszej ulubionej serii artykułów o fabule NFS'a.
Jednocześnie przepraszam za taki odstęp czasowy od poprzedniego i zapowiadam inne serie NFStory: Underground 2, Most Wanted i Carbon - w których nie mogę zbytnio charakteryzować poszczególnych kierowców, ale ten brak będzie - mam nadzieję - więcej niż zrekompensowany. Nie pozostaje już nic tylko powiedzieć:
Enjoy!
Odwrotną sytuację zastałem w turnieju z grupką Hond S2000… ruch był ciężki… ale lidera grupy trudno było wskazać – wszyscy z poszerzonymi nadwoziami, wielkie spoilery plus świetnie dobrane winyle. Miałem cykora stawać przeciwko nim w moim autku, także brzmienie ich wozów przyprawiało o dreszcz. Wyszli natychmiast na prowadzenie, jednak konkurowali między sobą, uderzali się cały czas. Prędkości rzędu 240km/h w biedniejszej dzielnicy miasta z takim ruchem drogowym - to niebezpieczna mieszanka… mrugnięcie oka to błąd, błąd – to koniec wyścigu. Wyboista droga w slumsach i pełno wszelakiego śmiecia, przez którą gnaliśmy po wygraną. Jeden z uczestników, Jarrus (ciemnozielona) uderzył mnie w tył, jednak szczęśliwie (dla mnie) wpadł w poślizg, i zahaczył o ciemną cienką alejkę przodem, co obróciło go w powietrzu, i miałem go z głowy. Jednak napatoczył się Slik, na moście otwartym moście zwodzonym w powietrzu mnie walnął, co nas obu zbiło z toru jazdy, i zlądowalśmy bokiem. Ja wpadłem w poślizg, a on poturlał się. Myślałem, że już tylko wyprowadzę auto na prostą (rozbujało się i ślizgałem się po tej prostej ulicy) i wygram, jednak we wstecznym lusterku zauważyłem złoto lakieru S2000 numer 3. Niestety Slik kontynuował wyścig. Walczyłem zaciekle z przeciwnikiem, na prostej nie miałem szans, ale na złomowisku przyspieszenie i V-max już tyle nie znaczyły. Ostatnia prosta była czasem na odrobienie strat dla oponenta, jednak była za krótka by wyciągnął z tego korzyść.
Stanąłem do wyścigu 1v1 (jeden na jeden) ze Stanem w Suprze. Był trudny, jednak udało mi się go wygrać. Zbierając oklaski i podrywając laskę odliczającą do wyścigu, dostałem info o tym, że miejsce #5 w rankingach jest zagrożone w circuicie. Świetnie, tylko aby je zdobyć, trzeba było wygrać wyścig z 6-cioma okrążeniami. W ulicznych wyścigach to maraton szalonych niebezpieczeństw. Trzej inni konkurenci pochodzili z niezłych miejsc, (ja #6). Niestety wśród nich był Jarrus w Hondzie S2000 z którym niedawno się ścigałem. Właściwie to był wyścig między mną a nim, Ew. także Jetem w Subaru IMPREZIE (więcej – NFStory Underground cz.2). Priss w białym Lancerze zostawała w tyle. Wszystko się dłużyło. Jarrus jechał zawsze skrótem (half-pipe do trików na desce i schody…) i to go zgubiło. W 3 okrążeniu wyleciał niewłaściwym torem w powietrze i wylądował tyłem… Wtedy na scenę wkroczył Jet. Deptał mi po piętach cały czas, na budowie jego pseudo-rajdówka jeździła krótszą drogą przez żwiry i doły. Jednak tuż przed końcem natknął się na tejże budowie na wybój, który wyrzucił go wysoko w powietrze. Spokojnie jechałem do mety, ale pojawiła się Priss, która mimo konkurencji ze mną nie ukazała aspiracji do wygranej. Wyścig skończyliśmy wszyscy czterej poobijanymi wozami…
Szybko pojawiła się możliwość posunięcia się w rankingach innych typów wyścigów… Wygrałem w drifcie, gdzie naprawdę przetestowano moje umiejętności. Samantha powiedziała mi, że Eddie nie ma nikogo wystarczająco dobrego żeby się z nim ścigać, a ja mam okazję się udowodnić… i dostałem #5 miejsce w drifcie.