Historia Undergrounda cz. 7

Oto nowy odcinek NFStory, tym razem bez fabularnych zwrotów, przesycone tym co lubimy najbardziej - emocjonujące wyścigi opisane co do zakrętu, prowadzące na szczyt rankingów - takie będzie zresztą parę następnych wydań.

W tym wydaniu zaczynają być zagrożone #4 miejsca w rankingach. W następnym odcinku będzie jeszcze więcej prędkości i dużo więcej... ruchu drogowego, ale tymczasem

Miłej lektury :)

 

Najpierw zobaczyłem okazję w Drag-u. Przeciwnicy byli naprawdę, naprawdę trudni, a ich wozy maksymalnie stuningowane. Na start ustawiła się Ishii w 350Z, odzianym w niewąski garnitur, naklejkę ALPINE, i felgi ENKEI ARASHI które niesamowicie dodawały wozowi muskularności. Dalej Lazio w zielonym Nissanie 240SX (miałem go już okazję spotkać), Mack-D w białej Suprze z zakamuflowanymi światłami i czarnymi felgami i ja. W nowej Maździe RX-7: pomarańczowa z przodu, żółta z tyłu, „zamaskowane” tylne światła pomalowane na pomarańcz (tak jak z przodu), który jest pociągnięty (w formie paska) aż do przedniego zderzaka, karbonowa maska i spoiler, niebieskie akcenty… brzmi mocno, ale walka była wyrównana. Ruszyłem, jednak nie byłem oswojony z wysokimi obrotami mego wozu. Odstawili mnie. Wielki wyskok nas wszystkich, potem Supra i 350Z uciekli. Skryłem się za Nissana wykorzystując korytarz powietrzny, a kiedy już ocierałem się o jego zderzak, zmieniłem pas, niestety muskając o jego tył i wysyłając w powietrze, dogoniłem Suprę i 350Z i dodając nitro wybiłem się w przód. Zjeżdżając z drogi w kanał i park, Supra draftując Nissana 350Z wyprzedziła mnie. Kolejny strzał nitro i wyrównałem do nich. Mack-D zauważył pick-upa jadącego prosto na niego. Jednak pas z lewej (ja) i z prawej (Ishii) były zajęte – jechaliśmy łeb w łeb. Mack próbował się przebić się na pas Ishii, jednak bez powodzenia, chociaż ta zwolniła dość znacznie. Zajęty staraniem się staranować mnie nie zauważył, że światła pick-upa są już za blisko… Ishii troszkę w tyle uderzyła w Mack-D’a dokładnie kiedy spadł na ziemię, i zrobił się niemały karambol. Podjechałem na metę zabierając nagrodę i uciekłem dalej od miejsca wyścigu. Nie wróciłem tam tej nocy bo bałem się kłopotów, ale o miejsce #4 w Drag-u (poprzednio okupowane przez Ishii) nie muszę się obawiać przez jakiś czas…

Szukałem więc wyścigu jak najdalszego od zaistniałej sytuacji, więc zauważyłem Lap Knockout zaczynający się w dzielnicy pełnej hoteli luksusu itp. Deshdawn (czyli udawacz Chad’a w Celice) wystartował pierwszy razem z Ricco w Sentrze (nigdy bym się nie spodziewał że tak odmieni swój wózek). Nieco za nimi był Bryce w 206 (oczom nie wierzyłem, od czasu mojego spotkania z nim, niesamowita metamorfoza). Wjechaliśmy do Chinatown, bardzo szybko, nadal goniąc Ricco i Deshdawn’a. Bryce wysunął się przede mnie, ale go wyprzedziłem jadąc skrótem przez kawiarenkę rozwalając parę stolików. Deshdawn zaczął brać zakręt za wcześnie i za mocno, co bez hamowania wyrzuciło go na końcu zakrętu na bandę tuż przed moim nosem. Ricco wciąż przede mną, jednak zauważyłem, że wycofuje – oj, był dzwon. Walcząc z Bryce’em nie zauważyłem, że Deshdawn wyrównuje i wyprzedza. Jednak to był koniec okrążenia i 206tka musiała się zatrzymać – odpadł z wyścigu, parkując dalej obok publiczności. Uderzyłem Deshdawn’owi w tył, wpadł w poślizg, a to wyskakując z mostu zwodzonego, pogrążyło go (jednak udało mu się wylądować). Wygrałem. Zaimponowałem widocznie dziewczynom odliczającym wyścig, byłem na imprezie nie jak zwykle odjeżdżałem po końcu wyścigu.

 
Joomla SEF URLs by Artio