Witam ponownie w nowym odcinku NFStory. Teraz przygotujcie się na solidną dawkę adrenaliny w wyjątkowo szczegółowej formie opisów wyścigów - niemal co do zakrętu. To jest niejakim odzwierciedleniem mnie zmagającego się z ostatnim wyścigiem przez parę podejść (na hard oczywiście :)).
Pedal to the metal!
Skoro Deshdawn był pokonany, stracił rep, i jego #4 miejsce w Sprincie (zaraz przed Chad’em) było zagrożone. Ludzie mówili żebym uważał, bo reszta kierowców jest tak samo głodna jak ja… sam obrońca #4 miejsca się nie pojawił, tak więc zaszczycił nas Hector z Sentry (boss drużynki tych nissanów), Stan w Suprze i Matt z muskularną S2000. Od razu wybili się Hector i Matt. Na zakręcie jednak nie przyhamowali i musieli zrobić to mocniej, później i tracąc dużo sekund. Wybiłem się na 1sze miejsce, wszystko szło świetnie. Matt wyrównał, i zaczęła się walka. Znów w Downtown, odstawiłem całą paczkę. Jakaś taksówka niespodziewanie, wyjechała z innej ulicy, uderzyłem ją w tył, dodałem gazu i nitro, odzyskałem prędkość. Stan w Suprze doganiał, ale wjechał we wspomnianą taksówkę. Ktoś był za mną, jednak kiedy się obejrzałem, już go nie było. Obok mnie, łeb w łeb, dorównał jaskrawy fiolet i neony o tym kolorze, na aucie Hector’a. Wyprzedził mnie, na zakręcie byłem tuż za nim i nie mogłem dogonić. Na szczęście uratowało mnie nitro, tuż przed metą.
Następnie przyszło mi konkurować z Suprą (Takashi – wielki spoiler, fioletowa i decal wilwood), Integrą (Spin) i Acurą RSX. 4 okrążenia dawały mi prawo do kupienia nowych felg.
Najgorszym momentem w całym wyścigu był fragment przed metą: kręta droga lub skrót, przez schody i half-pipe do trików na desce… wyskakując po schodkach to loteria gdzie się wyląduje, natomiast na drodze – tnąc czasem pod prąd żeby pojechać prawie prosto – zawsze jest zagrożenie ruchu drogowego - wszystko to, około 200km/h. 4 razy powtarzane. W pierwszym okrążeniu wyleciał Spin w Integrze wyskakując za szybko i lądując na murku.
Kolejny wyścig z czterema kółkami. Tym razem o #4 miejsce w Circuit – hot 4’s. „Jazda w dokach tak długo jest wyzwaniem nawet dla kierowcy z dużym doświadczeniem” – mówili. Ustawiliśmy się. Brett we fioletowej RX-7, Nutz w Celice, i Jet w Subaru IMPREZA. Wystartowaliśmy, szybkie zakręty, i już paczka ustawiona: Brett mimo mocy zostaje w tyle, jestem trzeci, Jet przede mną, a Nutz wysunął się daleko poza ‘peleton’. Szybki slalom przez budowę, który został pominięty przez Jet’a skrótem przez bezdroża, wykorzystując rajdowe korzenie jego wózka. Zakręt przy lotnisku i razem z Jetem mieścimy się idealnie w pas między dwóch uczestników ruchu drogowego jadących w przeciwnych kierunkach (i wszystko jasne ;)). Nutz spadł na drugie miejsce w tunelu w którym miałem opanowane lawirowanie między słupami by pojechać jak najkrótszą drogą. Ostry zakręt, znane z pierwszych wyścigów centrum, i niemniej znana stacja autobusów. Lekki drift przez cały zakręt i koniec okrążenia. Szybka decyzja (jakieś parę setnych sek) czy jechać slalomem czy ten cholerny skrót przez schodki. Wybrałem skrót i zapomniałem wyhamować, wylatując wysoko w powietrze. Zlądowałem w poślizgu. W tunelu Brett wskoczył mi na kark uderzając mnie, otarłem się o minivana, parę centymetrów od słupa i dodałem nitro, aby wyrównać. Znów centrum, Jet przekonał się o tym, że obniżony i lśniący wózek stracił nieco z rajdówki kiedy wybój na budowie wysłał go w powietrze i robiąc piękną beczkę wylądował na kołach. Niemniej parę sekund (całe wieki) zajęło mu otrząśnięcie się z tego i stracił pierwszą lokatę. Nutz się rozwalił, Brett wyprzedził nas jednak uderzył w taksówkę. Wszyscy wymieszani, osiągnąwszy pewną prędkość robiliśmy wszystko żeby wygrać. Tunel – Brett ze mną łeb w łeb, bach – spycham go na słup. Włączył się Jet, przepychamy się. Przyspieszyłem, drasnąłem o jakieś auto, obróciło się i voila – poczęstowałem IMPREZĘ uczestnikiem ruchu. Nutz wszedł na salony ponownie, uderzając mnie w tył i spychając na inne auto. On wjechał we mnie w tył, w poślizgu kontynuujemy wyścig. Jet dobijając Nutz’a wysuwa się na prowadzenie, i jadę za nim spokojnie, nie nacierając, czekałem na szansę. Jak światła taksówki z naprzeciwka – pojawiła się rozwalając Jet’a. Dojechałem do mety, nadal nie dowierzając, co nawyprawialiśmy – to wszystko o #4 miejsce w Circuit, które każdy z nas chciał. Jednak zdobywszy je, pojechałem do garażu a imprezy po wyścigu nie było.