Po pewnej przerwie, zapraszam do kolejnej - dziewiątej już - odsłony NFStory. Co to jest, wie już większość starszych użytkowników, jednak paru nowych tego jeszcze nie widziało - co nie dziwi, gdyż nigdzie indziej nie znajdziemy podobnej formuły opisywania fabuły NFSów od Undergrounda do Carbona. To najprościej mówiąc NFSy opisane co do zakrętu i z każdym wątkiem fabularnym. Zapraszam do działu "NFStory" jeśli jesteście zainteresowani czytaniem wcześniejszych odcinków, tymczasem miłego czytania :)
Następnym wydarzeniem był drift, można w nim było wygrać nowe maski. Wyścig wygrałem o małą ilość punktów.
Potem niemal natychmiast pojawiły się #3 miejsca w rankingu! Circuit i Drag. Wybrałem najpierw drag, w którym uczestniczył Wart (206 – kolejny już Peugeocik który został zmieniony nie do poznania od czasu pierwszego spotkania), Amy w niesamowitej RX-7 i B-Dog w Eclipse. Ruszyłem, zostawiając wszystkich w tyle. Jednak szybko dogoniła mnie Amy po czym Wart dołączył. Jechałem za nimi, draftując ich, rozdzieliliśmy się ponieważ jechał pickup naprzeciwko. Ja nabrałem szybkości i jak pocisk wleciałem na metę.
Circuit – potrójna trójka: 3okrążenia, 3przeciwników i #3 miejsce w rankingu. Miałem się spotkać przy Kleimrose Park żeby pojechać po potrójną koronę… Przyjechałem do miejscowy, a ze mną Priss w mocno dopakowanym Lancerze, Will w IMPREZIE i Lazio z 240SX. Ruszyliśmy z mocnym burnoutem, już słyszałem giętą blachę z tyłu. Nic dziwnego, walka o #3 miejsce jest bardzo zacięta. Na ostrym zakręcie Lazio nie wyrobił i wjechałem z bok jego zielonego 240SX, za mną Will, a Priss wysunęła się na prowadzenie. Otrząsnąłem się z wypadku i zacząłem ją gonić. W tunelu lawirując między słupami jak zawsze (najszybsza droga) usłyszałem echo grzmotu „nieopłacalności jazdy pod prąd”… Niemniej znana budowa (na której kierowcy IMPREZ często testują rajdowe umiejętności z marnym skutkiem), po czym niemniej znany park ze skrótem ze schodków i wielkim skokiem. Wybrałem skrót, optymalna prędkość… nie, odrobinę za dużo, na liczniku 208km/h, wyskakuję. Lądowanie twarde i poślizg, trzymam go w ryzach i pracując gazem ratuję się z opresji. Następne okrążenie mija spokojnie (256km/h), po czym spoczywając na laurach źle wziąłem zakręt, co sprawiło że Will się pojawił znikąd. Handel lakierem, nitro, i… mini van. To mnie oddaliło i przyprowadziło Priss na moje drugie miejsce. Pseudorajdówki przez plac budowy mknęły jak burza aż się kurzyło, bez szans na wygraną nie skorzystałem ze skrótu, co zrobili bez sukcesu Priss i Will. Zahamowałem slalomując między ich autami wycofującymi się i ruszającymi, dojechałem do mety. Tuż za mną Lazio.
Następny wyścig to był wyścig różnych preferencji. Slik ze swą szeroką S2000, Brett z RX-7, czy Ishii w 350Z (a jednak wróciła do biznesu po tym DRAG-u). Szliśmy wszyscy w idealnej czwórce (formacja prostokąt ;)), przez koryto rzeki. Nie było złudzeń że to już elita, wysoki szczebel ścigania się w mieście. 270+ na liczniku, ciągle rośnie. Dzielnica industrialna, fabryki etc., i uliczki których nie cierpię – nieregularny tor wyścigu. Wjechałem gdzieś, rozwalając bramę, potem płotek i wyskakując na drogę. Brett i Slik nieco na przodzie. Postanowiłem utemperować nieco temperament Brett’a i drasnąłem o niego. Dał po klockach i doczepiła się Ishii. Tuż za nami. Brett odpadł, skrót przez przemysłową dzielnicę, i Ishii zabierająca się do wyprzedzenia mnie odpadła i ze złością na ręcznym się zatrzymała. Slik odstawał nieco i meta.
Ten wyścig w dobrym towarzystwie dotarł do Eddie’ego. Spotkałem go.
-Pożyczę ci trochę kasy, weź taksę. Dostaniesz się w ten sposób szybciej do domu… - rzucił we mnie pieniędzmi i przybił piątkę kumplom – hej! Taryfa!
Zaczął się niedługo pierwszy wyścig z turnieju. Ze wszystkimi EASTSIDERZ z którymi miałem do czynienia: Kurt (RSX), Todd (Eclipse) i Chad (Celica). Jechali niemal gęsiego skutecznie blokując mi drogę na 1sze miejsce. Centrum miasta, światła, neony, i wysokie wyskoki (trochę jak San Francisco). Trochę pachołków, bramy i zwodzony most. Biedniejsza część miasta z wybojami… to wszystko znam, jednak ostatnim razem mój wózek nie był tak szybki. 250km/h. Autostrada miejska, pod prąd, widzę światła jadące na mnie i między bandą a samochodem ruchu drogowego wytarłem chyba wszystkie vinyle z boku żeby nie trafić w to auto. Kurt na prowadzeniu, miał wypadek i wygrałem.
Następny wyścig. Kompletnie EASTSIDERZi pokazali jacy są schematyczni: Chad najlepszy w uliczkach jakie spotykamy w sprincie, Kurt prowadzi wyścig bo to Circuit, a Todd od DRAG-ów zostaje w tyle bo… są zakręty. Ten wyścig był na zachodzie miasta gdzie EASTsiderzi nie byli obyci, tak więc słynny skrót ze schodami niemal wyeliminował Todd’a i Kurt’a.
Z reputacją udałem się do garażu, gdzie już czekały na mnie nowe zderzaki (przednie i tylne). #3 miejsce w drifcie miał Tanaka, którego już było mi dane poznać. Pojedynek z nim we własnej osobie rozstrzygnął ten problem. Czyste dryfowanie na zakrętach, dozowanie gazu i perfekcja w każdym calu zadecydowały o moim zwycięstwie.
Później dano mi znać o „nowej zabaweczce” Chad’a.
-Chcesz wziąć MNIE? Zobaczmy jak bawią się duzi chłopcy… - powiedział.
Jego nowym wozem była S2000. Jechaliśmy także z Wu (350Z) i Kaz’em (Skyline). Chad prowadził jednak parę błędów sprawiło, że dogoniłem jego nową rakietę. Dobrze, że miał zamknięty dach, bo nie szczędziłem lakieru. Dodając nitro finiszowałem.